Szkoła Podstawowa w Niemczu

Dzieci tworzą


Rysunek Stasia Cybulskiego z kl. VIa - rok 2008


TEN WIDOK ZAPAMIĘTAM NA CAŁE ŻYCIE - autor pracy Marysia Winiarska z kl.VIa (rok szk. 2012/13)

    Niedawno przyśnił mi się piękny krajobraz. Chciałabym go opisać, aby inni ludzie także mogli go zobaczyć oczyma swojej wyobraźni.
     Ujrzałam we śnie wspaniały widok-prostą drogę otoczoną smukłymi złotolistnymi brzozami, które pochylały się leniwie nad ulicą, tworząc mieniący się 
różnymi odcieniami żółci baldachim. Gdzieniegdzie przez złote korony drzew łagodnie spływały na dróżkę ciepłe wstęgi słonecznego światła. Między białymi pniami drzew prześwitywały ogromne łąki, usiane soczystą trawą oraz kwiatami polnymi. Nad nimi, poniżej słońca poruszały się wolno małe, śnieżnobiałe baranki, wyciągając szyje, jakby chciały skosztować smakołyków rosnących na łące. Wszystkie rośliny kłaniały się wiatrowi, który przynosił do mnie zapach kwiatów i trawy. Delikatny szum liści tulił mnie we śnie, z którego nigdy nie chciałabym się obudzić.

     Ten krajobraz bardzo mi się spodobał i mam nadzieję, że wyśni mi się jeszcze niejeden raz. A może kiedyś zobaczę go naprawdę?


SŁODKI RAJ - OPIS KRAJOBRAZU - autor pracy Julia Sielska z kl. VIb (rok szk. 2012/13)

      Krajobraz, który szczególnie utkwił mi w pamięci to widok na Słodką Polanę w Cukierkowej Krainie.
      Pomiędzy dwoma ogromnymi skałami otwierała się przede mną droga do smakowitego raju. Ponad szczytami ujrzałam różowe jak malinowe lody niebo. Na wprost dostrzegłam jeziorko, w którym cicho szumiała płynna czekolada, a jego fale, niczym miękki aksamit, opływały lśniące w słońcu kolorowe landrynki. Niedaleko tej niezwykłości, po prawej stronie puszystych, białych pianek rosła soczyście zielona trawa o smaku miętowych ciasteczek. Z miejsca, w którym stałam, widziałam także dróżkę wyglądającą jak niebieska wstążka. Trakt ten nazywany był Karmelkowym Wężykiem. Widok zaparł mi dech w piersiach i mam pewność, iż wspaniały jest spacer po takiej pachnącej owocami i pełnej dropsów ścieżce. Prowadzi ona do Paluszkowego Lasu. Gaik szeleści i kruszy się przy najmniejszym podmuchu wiatru i cudownie przechadzać się pomiędzy drzewami, czując pod stopami drobiny soli i maku.
      Po drugiej stronie czekoladowego jeziorka dostrzegłam chatki zbudowane z pączków oprószonych kolorową posypką. Z ziemi, niczym źdźbła trawy, wyrastały miniaturowe rurki z kramem śmietankowym. Była to Ciasteczkowa Łąka. Na jej skraju rosła wysoka jak słonecznik niezwykła roślina. Kwiat ten uginał się pod ciężarem mieniących się kolorami tęczy, pachnących apetycznie żelków. Na horyzoncie dostrzegłam chrupiące i delikatne wafle przypominające góry. Były one oblane smakowicie wyglądającą polewą toffi połyskującą swą barwą na tle różowego nieba, po którym sunęły puszyste chmury z waty cukrowej.

      Okolica ta mogłaby być rajem dla mistrzów cukiernictwa i zgłodniałych łakomczuchów. Bo czyż może być cos wspanialszego niż delektowanie się tymi wszystkimi smakołykami?


MOJE MARZENIE - BYĆ WIATREM - autor pracy Marta Wittenberg z kl. VIb (rok szk. 2012/13)
     Moim marzeniem od zawsze było być wiatrem. Takim, który bawi się z liśćmi w berka i pomaga latawcom wzbić się w nieznane. Chcę być wiatrem spokojnym, latającym po polach. Lecieć i widzieć, jak wszystkie trawy i łąki kłaniają się przy moim oddechu. Przy moim oddechu, który szumi w kominie, popycha łodzie na oceanach, porusza firankami w domach dzieci, takich jak ja. Być wiatrem, który pomaga; napędza wiatraki i koła ekologiczne.
     Jak cudownie byłoby ścigać się wraz z samolotami przy lądowaniu albo nieść ptaki wyżej lub niżej. I gdyby to tylko ode mnie zależało, czy chmury poszybują dalej na północ, czy południe, odsłaniając ognistą kulę słońca… Gdybym tylko ja mogła ochłodzić upalne dni, zdzierać czapki z głów przechodniów, gwiżdżąc im wietrzną melodię w uszach… Tak wiele by ode mnie zależało.
     I gdy patrzę w bezwietrzną i bezchmurną noc, czekam na tą jedyną- spadającą gwiazdę, by wreszcie wypowiedzieć życzenie i choć przez jeden dzień być częścią żywiołu.


PIERWSZE WYCIECZKI autorstwa Agaty Witkowskiej z kl. IVb ( wrzesień 2012)

      Jako nowi czwartoklasiści wyjechaliśmy na obóz do Barbarki. Pierwszego dnia mieliśmy cudowną pogodę. Gdy dojechaliśmy na miejsce, była półgodzinna przerwa. Później poszliśmy grać w minigolfa. To nie jest takie łatwe, trzeba się trochę zmęczyć. Kijki nie są wcale takie lekkie...
       
W końcu odpoczynek...
       Wieczorem urządziliśmy ognisko. Każdy ze smakiem zjadł pieczone pianki i kiełbaski. W nocy lało.Także następny dzień nie zapowiadał się dobrze pod względem pogody. Rzeczywiście, ze względu na opady deszczu i delikatnego gradu, nie było tak pięknej aury jak dzień wcześniej. Pierwsze co zrobiliśmy, to poszliśmy na podchody. Były trochę inne niż zwykle - każdy uczeń dostał kartę pracy, na której były zadania związane z przyrodą. Po podchodach poszliśmy na plac zabaw. Największym zainteresowaniem cieszył się drążek, na którym się siadało i jechało niczym Tarzan.
       My - czwartaki - mieliśmy świetną okazję do poznania przyrody, ale również nowych wychowawcó
w.


HUMOR Z ZESZYTÓW SZKOLNYCH 

Rok szkolny 2010/2011

  • Kopernik zajmował się różnymi ciałami.
  • Śmierci Aleksandra Wielkiego życzyła sobie cała Azja, ale dopiero wtedy, kiedy umarł.
  • Nad brzegiem stawu siedziała Ania i doiła krowę. W stawie odbijało się to odwrotnie.
  • Król mógł się uratować, ale leżało to w rękach konia.
  • Odziedziczył po matce poważną chorobę, którą bardzo kochał.
  • Dzieci karmione rozwijają się lepiej niż dzieci z butelki.
  • Skowronek wylatuje na wiosnę wspólnie z oraczem albo z traktorem.
  • Obserwując żabę z tyłu - od ogona - zauważamy, że żadnego nie ma.

Rok szkolny 2009/2010

  • Rolnicy nie lubią kretów, bo obgryzają im korzenie.
  • Układ oddechowy przechodząc przez nos i gardło wpada do żołądka.
  • Wczoraj w naszej klasie lekarz badał dzieci chore na higienę.
  • Węgiel może być kamienny lub brutalny.
  • Wielbłądy wędrują przez pustynię w karnawałach.
  • Wilki zaliczamy do zwierząt zębatych.
  • Wśród wirusów rozróżniamy: mikroby, mikrony, mikrusy i mikrobusy.
  • Ten płyn to także w pewnym sensie ciecz.
  • August II był elektronem Saksonii.
  • Bolesław Chrobry był mężny, wysoki, mocny i ciężarny.

INSTRUKCJA OBSŁUGI MAMY - autorstwa Pauliny Baranowskiej z kl. VIa (kwiecień 2009)

Dziękujemy za zakup naszej Mamy firma "Rodzina". Jest ona niezbędna dla prawidłowego rozwoju każdego dziecka: kocha, karmi, przytula i zawsze ma czas.
By nakłonić Mamę do zrobienia posiłku, należy powoli i wyraźnie wypowiedzieć słowa: "Jestem głodna". Mama powinna zabrać się do pracy.
W razie wymiany zdań Mamy z tak zwanym tatą należy ostrożnie wycofać się do swojego pokoju. Gwałtowne ruchy mogą spowodować zauważenie przez Mamę i skierowanie uwagi w Twoją stronę. W takim przypadku należy podejść i energicznie pocałować Mamę w lewy policzek. To powinno załatwić sprawę.
Mama to dobry przewodnik ciepła. Gdy będzie Ci źle, należy zrobić maślane oczy i przytulić się do piersi Mamy. To uruchomi w niej proces cieplarniany. Miłość Mamy spowoduje ogrzanie od stóp do głów.
Uwaga! Mamę należy trzymać w temperaturze pokojowej i zbyt często nie denerwować!


PRZEPIS NA IDEALNE ŚWIĘTA autorstwa Oli Gonczerzewicz z kl. IVb (rok szk. 2008/2009)

Składniki: opłatek nadziei, kg dobrego nastroju, szczypta uśmiechu, dwa listki życzliwości, ziarenko miłości, pyłek honoru, laska cynamonu, zapach świerku, garść dobroci.

PRZYGOTOWANIE: Opłatek nadziei zmieszać delikatnie ze szczyptą uśmiechu, a następnie dodać dwa listki życzliwości. Pozostałe składniki rozłożyć na blachę, posypując laską cynamonu. Swoim gorącym sercem rozgrzać to wszystko, aż uniesie się zapach świerku i ogarnie świat cały.


BAJKI - autorstwa Anety Krzysik z kl. VI (rok szk. 2007/2008)

Mały wilczek

           Dawno, dawno temu, w Stukilometrowym Lesie żył sobie mały, wesoły wilczek, którego lubiły wszystkie zwierzęta. Jadał on mięso, ale nigdy sam nie polował, zawsze kupował je w sklepie. Mieszkańcy lasu mogli więc spokojnie wędrować ścieżkami, przynajmniej dopóki do lasu nie wprowadziła się panienka o imieniu Czarny Kapturek. Nazywano ją tak, ponieważ bez przerwy ubierała się na czarno i bardzo często miała założony na głowie kaptur. Dziewczyna była wysoka, bardzo wysportowana, niewiarygodnie silna i niesamowicie niemiła. Miała krucze włosy, hebanowe paznokcie, smoliste rzęsy i czarne oczy. Jej pasją było polowanie na sąsiadów.
          Pewnego dnia rano mama wilczka poprosiła go, by zaniósł szczyptę soli do wiewiórki, mieszkającej 10 kilometrów od ich domu, ponieważ wysłała ona sms z taką prośbą, gdyż właśnie piekła ciasto. Grzeczny synek oczywiście od razu się zgodził, choć obawiał się lekko Czarnego Kapturka, która mniej więcej w tej porze biegała po lesie z siekierą, szukając czegokolwiek do upolowania. Mimo tego dzielnie wyszedł i chowając się za sztucznym krzakiem, poszedł do domu wiewiórki. W połowie drogi usłyszał szmer za plecami. Obejrzał się, ale za nim niczego nie było. Taka sytuacja powtarzała się kilka razy, więc wilczek pomyślał, że to lis, który znany był z tego, iż uwielbiał robić psikusy. Po chwili jednak usłyszał kolejny dźwięk. Odwrócił się gotowy na to, że zaraz ujrzy swojego przyjaciela, lecz zobaczył przed sobą czarną postać z wielką, srebrną, choć widać już było, że używaną, siekierą. Spojrzał przerażony na twarz osoby z nadzieją, że jest to drwal,  jednak nie był to nikt inny niż Czarny Kapturek, postrach lasu. Sparaliżowany strachem zdołał tylko cichutko wykrztusić:
-Je-jestem krza-krzakiem...
-HA HA HA - zaśmiała się dziewczyna tubalnym głosem.
Podnosząc siekierę do góry, dziewczę pokroiło wilczka na kawałki. Na szczęście przechodził tamtędy drwal. Był potężnym, silnym mężczyzną.  Kiedy zobaczył, co się stało, chwycił Czarnego Kapturka, związał ją grubym sznurem, kawałki wilczka schował do woreczka na zioła, przywiązał go do paska od spodni, a dziewczynę wziął pod ramię i ruszył do najbliższego domu, czyli do wiewiórki. Gdy tam dotarł, rzucił dziewczę na stół, a gosposię poprosił o zszycie wilczka. Sam wyjął z szafy czerwone ubrania i przebrał Czarnego Kapturka. Następnie zmywaczem do paznokci zmył lakier, a włosy przefarbował na brązowo. Potem zdjął z jej nóg czarne glany i założył rubinowe pantofelki. W tym czasie gosposia zdążyła zszyć wilczka, który wręczył wiewiórce sól, ukrytą w jego kieszeni.
Tak Czarny Kapturek stała się Czerwonym Kapturkiem, ale nie wyzbyła się swoich wszystkich złych cech, czego skutkiem było to, że przekształciła tę opowieść, spisała ją i wysłała do wszystkich księgarń na świecie. Teraz dzieci czytają jej książkę i boją się małych, niewinnych wilczątek.

Ziarnko grochu na materacu

           Dawno, dawno temu żyli sobie Król i Królowa. Mieli oni syna, któremu pragnęli ugotować obiad, ale by to zrobić potrzebowali głównego składnika, ziarnka grochu, ale nie byle jakiego, tylko prawdziwego. Zaczęto więc poszukiwania. Rodzice królewicza surowo oceniali kolejne ziarenka aż do czasu, gdy książę przyniósł do domu własną roślinę, którą zakupił w sklepie ogrodniczym w Niemczu. Czekali parę miesięcy i w końcu się doczekali. Można było dopatrzyć się jednego strączka. Gdy ten pękł, zobaczyli tam jedno ziarenko. Królowa chciała sprawdzić, czy jest to prawdziwy groch, więc sprowadziła księżniczki ze wszystkich królestw na świecie. Stawiło się ich 130. Monarchini położyła na łóżku materac, a na nim wszystkie przybyłe królewny. Łóżko dla ziarnka było gotowe. Ułożyła je na samej górze. Rano królowa spytała, czy dobrze mu się spało. Ono jej nie odpowiedziało.
Po tym poznano, że to rzeczywiście jest prawdziwy groszek. Bo tylko prawdziwe ziarnko grochu mogło nie odpowiedzieć, ponieważ, jak wszyscy wiedzą, dzieci, ryby i groch głosu nie mają.
Uszczęśliwieni król i królowa ugotowali obiad i w końcu książę mógł zjeść swoją ulubioną potrawę - sałatkę z grochu i kukurydzy z dodatkiem ziemniaków, kurczaka i wody mineralnej.

Zapisz

certyfikatlogo logowfzklasa  przyroda klawiaturkamala     logggo